35 Maraton w Londynie 2015 – do mety ! Część druga.

Pierwszą część relacji skończyłem na starcie, a więc warto pobiec dalej…

Po przekroczenie linii startu w mojej głowie znajdowały się tylko dwie myśli:

– nie spal się na pierwszych kilometrach !!!

– weź tu i się nie podpalaj kiedy od początku ( mimo tragicznej pogody ) na trasie znajdował się tłum ludzi, których jedynym zajęciem był doping…

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Do tego dnia nie wierzyłem, że jakiekolwiek miasto jest w stanie konkurować z Berlinem, jeśli chodzi o kibicowanie uczestnikom biegu maratońskiego. Moja wiara okazała płytka, ale naprawdę ciężko było mi sobie wyobrazić 42 km 195 metrów na których znajdował się nieprzerwany szpaler ludzi. W dalszej części tekstu w zasadzie non-stop będę do tego nawiązywał.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Jak pisałem wcześniej moim założeniem było złamanie 3 godzin i plan ten zacząłem realizować od samego początku, czyli pierwsze kilometry w miarę wolno, później każde 5 km coraz szybciej, tak aby połówkę osiągnąć w czasie między 1:31 – 1:32. Klasyczny negative split, do tego na trasie idealnej, aby przyspieszyć w drugiej połowie ( miejsce oraz ludzie ).

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Pierwsza piątka wyszła mi po 4:28 min/km, a więc powoli się rozgrzewałem i zaznajamiałem z londyńskim, mokrym asfaltem. Pierwsze zaskoczenie to naprawdę ogromna ilość wolontariuszy, „wyspy bezpieczeństwa” na przejściach dla pieszych, czy nawet progi zwalniające obstawione były przez wolontariuszy trzymających tabliczkę ostrzegającą o potencjalnym niebezpieczeństwie.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Punkty z wodą rozmieszczone były co 1 milę ( 1 mila = 1,609 km ), począwszy od 3 mili. Długość każdego to 80 metrów, a wodę oferowano w małych 250 ml buteleczkach – kolejna rzecz, która mnie zaskoczyła to to, że mało kto był w stanie wypić taką ilość, a więc przekazywał ją dalej, zaś wiele osób specjalnie nie brało wody na punkcie właśnie z tego powody, aby dostać ją od kogoś innego ( organizatorzy apelowali o takie działanie, aby wody wystarczyło dla wszystkich ). Dodatkowo na 5 punktach oferowano izotonik Lucozade, a na 14 i 22 mili żele energetyczne, widziałem oczywiście też wazelinę. Od początku używałem jedynie wody – 2 -3 łyki na każdym punkcie ( żele miałem swoje, izo pijam sporadycznie ), niestety była ona bardzo zimna ( w nocy temperatura w stolicy Wielkiej Brytanii wynosiła niewiele ponad 2 stopnie ), dodając do tego chłód i rozgrzane ciało – fakt ten miał się dla mnie skończyć niezbyt ciekawie. Trasa oznaczona była co jedną milę oraz co 5 kilometrów, a na większości oznaczeń znajdował się zegar odmierzający czas upływający od godziny startu. Na asfalcie wymalowano też trzy paski oznaczające najkrótszą trasę – dokładnie 42195 metrów. W Berlinie z uwagi na tłok trzymanie się tej linii było w zasadzie niemożliwe, tutaj co innego – co widać poniżej.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Niedługo po rozpoczęciu zawodów połączyliśmy się z biegaczami ze strefy zielonej, natomiast w okolicach 3 mili z lewej strony pojawił się kapitalny widok węża złożonego z tysięcy biegaczy, którzy wystartowali w strefie czerwonej i od tego miejsca trasa dla wszystkich była już wspólna. Kolejna rzecz, która odróżnia Londyn od Berlina jest taka, że dosyć szybko mija efekt „tłoku na trasie” i już po kilku kilometrach nie było mowy o tym, że potknę się o czyjeś nogi lub co gorsza podetnę kogoś. Nawet w miejscu połączenia tras ( ogromne skrzyżowanie kilku ulic ) tłum dosyć szybko się rozbiegał, a chcę zaznaczyć, że w wielu miejscach maraton wcale nie prowadził szerokimi arteriami. Z drugiej strony z uwagi na to, że jest to bieg charytatywny, a limit czasu wynosi 8 godzin to uczestnicy są rozciągnięci na dystansie 42 kilometrów i naprawdę ciężko jest poczuć obecność blisko 40 tysięcy ludzi.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

W okolicach 10 kilometra ukazała się moim oczom najlepsza agrafka na trasie jakiegokolwiek biegu, czyli przebiegnięcie nie obok, lecz dokoła klippera Cutty Sark – efekt WOW ! Zwracam uwagę na ilość kibiców po lewej stronie poniższego zdjęcia.

Cutty Sark Virgin Londom Marathon zdjęcie pochodzi z dailymail.com.uk

Cutty Sark – Virgin London Marathon zdjęcie pochodzi z dailymail.com.uk

Oprócz tempa co jakiś czas starałem się kontrolować również tętno, które utrzymywało się w granicach 155 – 158 uderzeń na minutę i dawało mi nadzieję na naprawdę niezłą formę po połowie dystansu. Kolejne piątki zgodnie z założeniem oraz coraz szybciej, do tego im bliżej połówki tym jeszcze atrakcyjniej robiło się na trasie, a ilość kibiców wzrastała w tempie geometrycznym, sprawiając wręcz wrażenie biegu w tunelu zbudowanym z ludzi.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Oczywiście nie tylko bieg stanowił dla nich atrakcję, w pierwszej części relacji wspomniałem o mężczyźnie w stroju Borata, ale zaryzykuję stwierdzenie, że minimum połowa maratończyków była przebrana, zwłaszcza ci którzy mieli zakładany bardzo długi czas na dotarcie do mety. Londyńczycy aktywnie kibicowali nie tylko przebierańcom ( bokserzy, księżniczki, szturmowcy imperium, zwierzaki, postaci z bajek, filmów, rycerze, itd. ) kierując doping personalnie w zależności od stroju biegacza, ale również bezpośrednio zwracali się do innych maratończyków, odczytując ich imiona umieszczone na koszulkach. Numery w przypadku maratonu londyńskiego nie zawierają imion. Później dowiedziałem się, że panuje też zwyczaj sprawdzania przez komórki imion zawodników na podstawie numeru i dopingowanie ich.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Zbliżając się do 20 km dostrzegłem The Shard – najwyższy budynek Europy, ze szczytem schowanym tego dnia w chmurach. Długa prosta, skręt w prawo i wbiegamy na Tower Bridge – brak mi słów, aby opisać to co czułem wtedy biegnąc środkiem tego mostu – miejsce, widok na City i po raz kolejny ludzie, których nagromadzenie zapewniało całkowitą osłonę od wiatru i ten niesamowity doping – chwila która na zawsze pozostanie w mojej pamięci…

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

W końcu połówka.

Czas zgodnie z założeniem, a więc 1 godzina 31 minut  z sekundami, tempo już 4:15, ale co najważniejsze samopoczucie miałem jak na starcie, brak zmęczenia, a także absolutna pewność, że 3 godziny tego dnia będą moje – idealne zgranie ciała i głowy, po prostu euforia.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

W międzyczasie minąłem Tower of London, w okolicach którego trasa maratonu londyńskiego skręciła w prawo w stronę doków i widocznego z oddali Canary Wharf. Następne kilka kilometrów to szeroka arteria, rozdzielona barierami, po których drugiej stronie zauważyłem oznaczenie 22 mili ( okolice 35 km ) i nielicznych niewidomych biegaczy prowadzonych przez przewodników. Dopiero kiedy znalazłem się po drugiej stronie dane mi było obserwować tłumy, które dopiero minęły połowę dystansu.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Studiując wcześniej mapę, wiedziałem że Docklands to najbardziej pokręcona część trasy, gdzie co chwila będą jakieś zakręty, nawrotki i niewiele prostych. Do 25 km utrzymywałem wg Garmina tempo poniżej 4:15 min/km, niestety w tym momencie, niedługo po kolejnym nawadnianiu, pojawiły się „świdry” w okolicach jelit. Miałem nadzieję, że to chwilowe niedogodności i nawet nie myślałem o korzystaniu z toitoia. Jednak po minięciu 26 km poczułem potężne skurcze, musiałem zwolnić i zacząłem rozglądać się za toaletą. Jak na złość wszędzie były ściany domów, zamknięte bramy i oczywiście ludzie, a więc nie było mowy o schowaniu się za jakimś drzewem – jakim drzewem do diabła, tam nie było żadnych drzew !!!

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

W tym momencie w głowie przypomniał mi się mem „zes… się, a nie daj się”. Jak na złość nie było nic co w jakikolwiek sposób rozwiązało by mi sprawę. W końcu nie wytrzymałem i wpadłem do pierwszego lepszego baru z kebabem i z miejsca wystrzeliłem: „I am really sorry but I need a f… toilet at once, please !!!!!!!!!!!!”. Odpowiedź: „jeś meń, pliś kam, kłikly” była miodem dla moich uszu, zresztą nawet gdybym mówił po polsku, a on po arabsku z miejsca byłoby wiadomo o co chodzi. Toaleta wyglądała jak po IV wojnie światowej, ale… to nie ważne. Wizyta tamże kosztowała mnie blisko 4 minuty ( prawie kilometr ), mimo tego wciąż wierzyłem, że jestem w stanie osiągnąć zamierzony czas, zwłaszcza że od tej chwili euforia zamieniła się w złość, wręcz dziką wściekłość „k…. nie dam się !!!!”.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Z następnych kilometrów pamiętam niewiele, w oczach miałem furię i goniłem w średnim tempie mniej więcej 4:10, niektóre kilometry nawet 4:06 z nadzieją, że jeszcze mam jakieś szanse. Tętno w tym momencie podchodziło mi do 170. W okolicach 31 kilometra musiałem się napić oraz sięgnąć po żel i w tym momencie ściganie się dla mnie skończyło. Natychmiastowa reakcja organizmu i to co kilka sekund wcześniej weszło górą, postanowiło błyskawicznie mnie opuścić – na szczęście tym razem kabiny były pod ręką…

Maraton w Londynie 35 Virgin London Marathon 2015

Maraton w Londynie 35 Virgin London Marathon 2015

Kolejna próba biegu, ale znów to samo i wiedziałem, że w tym momencie jest już po zawodach i koniec marzeń o 3 godzinach – dziesięć kilometrów do mety, a każda próba picia kończyła się wizytą w toalecie co mogło mnie doprowadzić do poważnego odwodnienia – w kontekście lotu do Polski jeszcze tego samego dnia i powrotu za kierownicą z lotniska nie było to budującą perspektywą.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Reszta trasy to była już typowa zabawa, czyli totalna interakcja z kibicami – każdy gest w ich stronę powodował niesamowitą owację, a ja czułem się dosłownie jak mistrz olimpijski.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Podziwiałem obecną w oddali katedrę Św. Pawła, po raz kolejny London Eye, a w końcu na ostatnich kilometrach budynek Parlamentu i Big Ben.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Ostatnie metry wokół St. Jame’s Park i meta przed Pałacem Buckingham to kolejny moment tego dnia, który pozostanie ze mną do końca życia – to po prostu trzeba przeżyć.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Jednak, aby nie było tak pięknie to po przekroczeniu linii mety uczucia odwróciły mi się o 180 stopni, usiadłem i ryczałem jak bóbr, nie miałem ochoty na odbiór medalu, czy też koszulki finiszera – w większości biegów dostajesz ją w pakiecie startowym, tę finiszera nosi się jakby lepiej ;-). Wstyd się przyznać, ale gdyby nie konieczność opuszczenia strefy mety, to pewnie siedziałbym tam i zawodził do wieczora. Teraz śmieję się z tego, ale wtedy byłem załamany faktem, że w osiągnięciu celu nie przeszkodziła mi słabe przygotowanie fizyczne czy też brak wiary we własne siły, ale zwykła SRACZKA. Najgorsze było dla mnie to, że osiągnięty czas 3:07:15 kosztował mnie niewiele wysiłku ( spać poszedłem o 3 nad ranem, a już o 10 w poniedziałek zameldowałem się w pracy ), we wtorek natomiast wróciłem do treningów.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Po kilku dniach przypomniały mi się słowa Bono, które idealnie pasowały do tego dnia: „free your mind and your ass will follow”, w moim przypadku jednak niekoniecznie we właściwym kontekście. Wtedy dopiero dotarło do mnie, że radość powinien sprawiać mi sam udział, a nie pogoń za wynikiem, który tak naprawdę ma znaczenie tylko dla mnie, czyli jest nieistotny…

Podpis do tego zdjęcia powinien brzmieć: uśmiechnij się cepie !!!

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

W tej chwili wstyd mi, że nie potrafiłem cieszyć się z udziału w maratonie, który jest marzeniem tysięcy ludzi, a rozpaczałem ponieważ nie osiągnąłem zakładanego czasu, do tego czasu blisko godzinę gorszego od rekordu świata i zapomniałem, że jeszcze rok wcześniej skakałbym z powodu takiego wyniku pod sufit.

Głupota. Bywa.

Czas jednak wrócić do rzeczywistości. Na mecie oczywiście medal, torba z jedzeniem ( batony, jabłko, etc. ) plus koszulka finiszera – ile rozmiarów tyle stanowisk i znajome ciężarówki z depozytem. Szybko przebrałem się w ciepłe i suche ubrania, bowiem temperatura wciąż nie przekraczała 8 stopni i trzeba było opuszczać strefę mety, którą miało osiągnąć jeszcze 35 tysięcy biegaczy.

Maraton w Londynie 35 Virgin London Marathon 2015 medal i koszulka

Maraton w Londynie Virgin London Marathon 2015 medal i koszulka

Pomny doświadczeń z Poznania z 2013 roku, kiedy to zaszalałem z jedzeniem po maratonie ( mimo, braku jakichkolwiek dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego w trakcie biegu ) i do domu wróciłem zielony oraz 3,5 kg lżejszy, bałem się cokolwiek jeść. Zwłaszcza w kontekście, że nie ma możliwości udania się do toalety w trakcie startu oraz lądowania 😉

Następnie pognałem do metra, aby w miarę szybko udostępnić gospodarzowi zajmowany przeze mnie pokój. Moje wielkie plany co do wyżerki po maratonie musiały ulec zmianie, co z drugiej opłaciło mi się, ponieważ zaliczyłem ostatni alarm już na lotnisku, a później dolegliwości zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ryzyko, ryzykiem ale pintą Guinnessa na lotnisku ten dzień i tak oblałem. Wieczorny lot do Warszawy i jak pisałem wyżej o 3 rano wskoczyłem do swojego łóżka.

Rzeczą, która niezmiernie zdziwiła mnie w Londynie to to, że maratończycy zewsząd otrzymywali gratulacji ze strony osób postronnych. Nieważne czy byli to kibice, zwykli przechodnie, obsługa metra – do 17 był darmowy przejazd za okazaniem medalu lub numeru startowego, a nawet osoby w pociągu, którym jechałem na lotnisko, większość doceniała wysiłek włożony w ukończenie biegu i nawet starsze osoby wstawały, aby udostępnić mi miejsce. W kontekście narzekania w Polsce na utrudnienia powodowane przez organizację biegów stanowi to coś niebywałego, a może właśnie ten stosunek do wszystkiego decyduje o tym, że tu cytat: „w Anglii jest tak dobrze, a w Polsce tak źle”. Widać, że ludzie zdają sobie sprawę, że maraton to nie tylko utrudnienia, ale i po prostu z punktu widzenia ekonomicznego „czysty zysk”, a w przypadku Londynu ogromne pieniądze na cele charytatywne. W wielu miejscach kibicami na trasie były osoby niepełnosprawne, chore itp. które dziękowały w imieniu organizacji XYZ za wsparcie finansowe otrzymane właśnie dzięki udziałowi innych w biegu. Miasto żyło tym wydarzeniem mimo paraliżu i tak zakorkowanego 24 h na dobę centrum brytyjskiej stolicy.

A przyczyny moich przygód ?

1 ) piątkowa chińszczyzna – w piątki nie trzymam jeszcze żadnej diety ukierunkowanej na niedzielny start, do tego w sobotę rano brzuch miałem lekki jak piórko, ale chyba warto to zmienić.

2 ) garść świeżych owoców z jogurtem na sobotnie śniadanie – zdecydowanie bardziej skłaniam się ku temu niż punkt wyżej.

3 ) woda na punktach – zawsze w taką pogodą woda jest zimna, ale właśnie tego dnia mój organizm zareagował na nią w taki, a nie inny sposób.

Oczywiście Anglia nie jest Egiptem, mimo wszystko flora bakteryjna różni się od naszej i moim zdaniem suma tych rzeczy plus okoliczności zaskoczyły mnie z najbardziej niespodziewanej strony – mam nadzieję, że był to pierwszy i ostatni raz.

Podsumowując:

Czas: 3:07:1, czas ruchu wg Garmina 3:01:34 ( tyle można stracić w kibelkach ).

Miejsce: 2622 / w kategorii 581 –  maraton ukończyło ok. 37500 osób.

Zdecydowanie był to najlepszy biegowy dzień w moim życiu !!!!!!!!!!!!

Abstrahując od… 😉