10 Półmaraton Warszawski

Kilka słów o jubileuszowym Półmaratonie Warszawskim.

Trochę czasu już biegam, kilka półmaratonów mam też w nogach, ale w Warszawie jeszcze nigdy nie startowałem na tym dystansie.

Powód jest prosty: w tym terminie mój dziadek obchodzi swoje urodziny, a jest to dziesiąta dekada jego życia.

Oczywiście niewiele brakowało, aby mój debiut na 21 km w stolicy znów przesunął się w czasie. W piątek dwa dni przed imprezą obudziłem się z zapaleniem zatok. Jestem farmaceutą, więc w miarę doprowadziłem się do stanu używalności – zaznaczam, że nic nie łykałem ( eksperymentalna terapia za pomocą wody utlenionej ) i udało mi się pobiec.

Przed startem

Przed startem 10 Półmaratonu Warszawskiego

Niestety o jakimkolwiek realnym sprawdzeniu swoich możliwości lub w miarę dobrym ( jak na mnie ) wyniku mogłem zapomnieć, a jeszcze kilka dni wcześniej czułem, że czas 1:21 – 1:23 jest w moim zasięgu.

Plan na niedzielny poranek był taki, że pierwszą dychę spróbuję polecieć po 4:00, a później zobaczę jak będę się czuł i ewentualnie przyspieszę.

Start

Start 10 Półmaratonu Warszawskiego

Dziwna mina, na szczęście nie tylko moja 😉

Biegło mi się ciężko, aczkolwiek zgodnie z założeniem, jednak o jakimkolwiek przyspieszeniu mowy nawet nie było. Od 18 km poczułem się wyczerpany i na ostatnich trzech kilometrach byłem w stanie w miarę utrzymywać dotychczasowe tempo, ale na podbiegu zwolniłem – rok wcześniej w Białymstoku ostatni podbieg był miejscem gdzie zacząłem przyspieszać tutaj jednak nie miałem już na to sił…

Na ostatniej prostej zegar odliczający czas dał mi jeszcze małego kopa, ale i tak zabrakło 6 sekund do połamania bariery 1:25 brutto.

Meta

Meta 10 Półmaratonu Warszawskiego

Mimo choroby poprawiłem PB o te kilka sekund ( netto o pół minuty ) jednak mam ogromny niedosyt, ale tak bywa…

Z uwagi na mój stan założeniem minimum był zmieszczenie się w 90 minutach.

Teraz kilka słów o jubileuszowej edycji.

Pokrętnie napiszę, iż pożar mostu Łazienkowskiego to „najlepsza” rzecz, która mogła przydarzyć się dla warszawskich biegów. Wymusiło to w końcu zmianę trasy na inną ( mimo, że znam z autopsji jedynie wersję maratońską, krótszej nie dane mi było biec ), raz jeszcze chcę podkreślić słowo INNĄ. Myślę, że wiele osób jest już znudzonych prawie identyczną pętlą od stadionu do stadionu jeśli chodzi o większość biegów powyżej 10 km w Warszawie. Uważam, że rekordowa ilość startujących wynikła właśnie dzięki tej niezamierzonej zmianie. Jeśli FMW zdecyduje się na podobny krok w przypadku maratonu to w moim pojęciu będzie rzeczywista szansa na te wyczekiwane 10 000 uczestników. Trasa jest szybka, trzy podbiegi ( wiadukt na Jana Pawła nad Alejami Jerozolimskimi, wybieg z tunelu Wisłostrady i Konwiktorska ) ten ostatni w normalnych „warunkach zdrowotnych” nie byłby żadnym problemem, na pozostałej części miałem wrażenie, że było w dół ( trasa Łazienkowa ) lub przynajmniej płasko. Plac Piłsudskiego i Teatralny to też zdecydowanie ciekawsze miejsce na miasteczko niż błonia stadionu.

Organizacja jak zawsze jeśli chodzi o FMW na najwyższym poziomie, oczywiście czytałem już narzekania na niejadalną zupę, czy brudne jabłka. Jeśli tego by nie było to też by narzekali, że brakło dożywania 😉 Na mecie potężnie mną trzęsło z zimna i zjadłbym ciepłą michę nawet brukwi na wodzie aby się dogrzać, także chwała i za ten ciepły posiłek. Nawiasem mówiąc to mam zawsze takie ssanie po przekroczeniu linii mety, że smakowała mi nawet tak krytykowana pomidorowa z niedogotowanym ryżem kilka lat temu.

W pakiecie koszulka techniczna ( kolejna ), na mecie saszetka ( co za tym idzie szczęśliwa Pola ) to tak dla informacji tych co chcą wiedzieć, dlaczego się płaci „zawsze za dużo” i dostaje „zawsze za mało” 😉

Czy było coś co mi przeszkadzało ?

Tak.

Nieprzestrzeganie stref startowych. Naprawdę wolałbym klatki pozamykane na spust, aż do chwili startu niż walkę do 5 kilometra o miejsce do wymijania osób, które powinny stanąć trochę dalej niż strefa 1:20-1:25. To kosztuje sporo sił i wymaga dużej uwagi, aby nie podstawić lub nie potknąć się o czyjąś nogę. Niestety tłok to codzienność większości dużych biegów i trzeba się do tego przyzwyczaić, zwłaszcza gdy początek trasy jest dosyć wąski.

Z wózkiem nie biegłem, ale…

Na 13 kilometrze wyprzedził mnie biegacz, bodajże z Lublina, z dzieckiem w wózku, na mecie jego czas wynosił coś koło 1:21.

biegamzwozkiem.pl

Nie dane mi było długo oglądać finiszujących, ale kilka innych osób z wózkami również dostrzegłem. Trasa oprócz kostki na placu Krasińskich jest idealna na bieg z wózkiem, trzeba jedynie zastanowić się co do miejsca startu z uwagi na tłok o czym wspominam akapit wyżej. W każdym razie, półmaraton Warszawski na pewno będzie miejscem, gdzie rozpoczniemy z Igą któryś z przyszłych sezonów.

biegamzwozkiem.pl biegamzwozkiem.pl biegamzwozkiem.pl biegamzwozkiem.pl biegamzwozkiem.pl biegamzwozkiem.pl

Zdjęcia pochodzą z portalu maratonypolskie.pl oraz maratonczyk.pl .