Doping jest w każdym sporcie, zwłaszcza amatorskim…

Igrzyska Olimpijskie jak do tej pory najbardziej docierają do mnie w postaci komunikatów o dopingu oraz całej masy głosów potępienia, jednak czy my amatorzy uprawiający sport nie powinniśmy wrzucić kamyka, a może raczej wór kamieni również do swojego ogródka ???

WADA – Agencja Antydopingowa twierdzi, że wszystko leki przeciwbólowe mają cechy środków dopingujących z prostego powodu: ból jest oznaką zmęczenia organizmu i jego czynnikiem obronnym, uśmierzenie bólu powoduje zmniejszenie zmęczenia, a co za tym idzie zwiększa się wydolność organizmu. Do tego nie sposób odróżnić czy „painkilery” przyjmowane są z powodu kontuzji czy właśnie w celu podniesienia wydolności.

Bez środków przeciwbólowych sportowcy musieliby więcej czasu poświęcać na odpoczynek, a także zmniejszyć intensywność treningu. Oczywiście wpisane leków p/bólowych na listę środków zakazanych jest niemożliwe.

Opinia dr Hansa Geyera v-ce dyrektora tejże agencji.

W śledztwie w sprawie Lance’a Amstronga okazało się, że tramadol – syntetyczny opioidowy lek przeciwbólowy stosowany był przez kolarzy grupy zawodowej SKY jak cukierki i sami zeznający potwierdzali natychmiastowy efekt jego działania.

Teraz powstaje pytanie czy na pewno „był” ???

Natychmiastowe efekty niepożądane działania tramadolu to osłabienie koncentracji, oszołomienie i podwyższenie progu odczuwania bólu, także nagle ból po kilku godzinach okazuje się objawem złamania lub zranienia.

cytat za Michael Barry z grupy SKY:

„Wpadaliśmy w euforię, siła się zwiększała, nie czuliśmy bólu w nogach, ani dużego zmęczenia. Nie widzieliśmy różnicy pomiędzy tramadolem, a zakazanym dopingiem.”
Ja tramadol widziałem już w amatorskich zawodach wielokrotnie – amatorskich zawodach…

Natomiast najważniejszą kwestią jest to, że legalne czy zabronione środki dopingujące tak czy siak destrukcyjnie wpływają na organizm człowieka – zawsze są przyjmowane w ilościach duuuuuuużo większych niż zalecane…

Temat ten poruszałem już w ubiegłorocznym wpisie.

Dobrowolnie poddaję się hejtowi, ale podpisuję się pod opinią dr Geyera w 100 %

Wiele leków dostępnych w aptekach w tzw. sprzedaży odręcznej zawiera substancje znajdujące się na listach środków zabronionych – dopingujących.

Szczerze wątpię, aby sportowcy amatorzy zażywali je tuż przed zawodami jedynie w celu zmniejszenia objawów choroby, która mimo, że wymaga przyjmowania leków to nie jest, aż tak uciążliwa sic !!!!, aby przeszkodzić w udziale w tychże zawodach.

Kolejna rzecz to leki na receptę – większość z nich osłabia organizm, ale są i takie co dają tzw. kopa, tutaj trzeba być wybitną jednostką, aby tego nie poczuć.

W sporcie zawodowym nie byłoby tłumaczenia, że „zapisał to lekarz”, w amatorskim nie ma kontroli antydopingowych, przecież.

Pewnie to zwykły zbieg okoliczności, że wokół siebie na zawodach obserwuję głównie te pobudzające.

Astma – jak wiemy leki p/astmatyczne są dozwolone, ale nawet zawodowi sportowcy wiedzą, że mogą je zażywać tylko do pewnej granicy, powyżej której ( mimo, że są osobami cierpiącymi na tę chorobę ) ich stosowanie może być uznane jako doping. Jest tak, że użycie leku powyżej dawki terapeutycznej oznacza zwiększone stężenie metabolitu substancji czynnej w moczu co daje pozytywny wynik kontroli antydopingowej.

Jednak znów tylko w sporcie zawodowym.

Nie wydaje mi się, aby ludzie oddawali przed zawodami krew – może się mylę i jednak jest to bardzo popularne, że jutro lecę maraton, więc dzisiaj pozbędę się tak z pół litra 😉

Natomiast nie jest przypadkiem, że właśnie w dniu zawodów obserwuję ludzi przyjmujących lek, który podnosi ciśnienie i pobudza ośrodkowy układ nerwowy i najczęściej podawany jest w stacjach krwiodawstwa osobom, które przed chwilą oddały krew..

Na igrzyskach w Atenach sprinterka Torri Edwards została zdyskwalifikowana właśnie z powodu zastosowania tego środka.

No i temat, do którego zabieram się już długo – polski rynek suplementów, zwłaszcza tzw. „supli dla sportowców” to burdel na kółkach i pół biedy jeśli są to jedynie bezwartościowe i zawierające jedynie mąkę preparaty – zgodnie z polskim prawem tak właśnie może być, suplement NIE MUSI zawierać tego co producent deklaruje na opakowaniu.

Natomiast znane są mi przypadki, że preparaty, które zgodnie z definicją mają być li tylko uzupełnieniem diety zawierają substancje znajdujące się na listach środków dopingujących. Stąd nie dziwi mnie już popularność sprzedawanych w sieci środków niewiadomego pochodzenia do tego w cenie wielokrotnie przewyższającej nawet przebadane preparaty.

Nigdy nie zapomnę chińskich ziółek na potencję wypełnionych proszkiem z cegły i sildenafilen !!!

No i na koniec to kolejny przypadek, że Ketonal na biegach ultra jest tak samo popularny jak żele energetyczne, przypadki same przypadki…

Także Drodzy Amatorzy, rozumiem że wstyd i hańba, ale najpierw warto się zatrzymać i poszukać czegoś w swoim oku, zanim rzuci się kamieniem…

p.s. wiem, że taki wpisy stanowić mogą dla wielu osób poradnik, stąd z premedytacją nie podaję nazw chemicznych oraz handlowych leków dostępnych bez recepty.

edit: temat zawężam do substancji znajdujących się na listach zakazanych środków dopingujących oraz leków. Używek/odżywek/legalnych suplementów/super foods/diety/itp. absolutnie nie biorę pod uwagę, kawy zwłaszcza w dużej ilości również 😉