Wózek biegowy na plaży.

Wakacje tuż za progiem i pewnie niejedna osoba zastanawia się czy warto zabierać ze sobą wózek biegowy nad morze.

Ja nie miałem tego dylematu…

Plaża, przynajmniej nadbałtycka plaża, kojarzy nam się z połaciami głębokiego, żółtego piasku po którym poruszanie się jakimkolwiek pojazdem, do tego pchanym siłą naszych mięśni, stanowi nie lada wyzwanie. W obecnych czasach dochodzą do tego jeszcze niedoszli „posiadacze ziemscy”, którzy zamiast korzystać z parawanów zgodnie z przeznaczeniem – ochrona przed wiatrem, używają ich do grodzenie swojej jakże ciężko wywalczonej przestrzeni plażowej przez co najłatwiej byłoby przemieszczać się tam czołgiem.

Ja wam pokażę jak się grodzić :-P

Ja wam pokażę jak się należy grodzić 😛

W ubiegłym roku postanowiliśmy spędzić kilka dni na litewskim wybrzeżu Bałtyku. Marzyła nam się oczywiście mierzeja Kurońska, jednak z uwagi na wiek Igi i łatwiejszy dojazd ( mierzeja to przeprawa promowa oraz 70 km wąską drogą przez półwysep ), padło na niewielką miejscowość Sventoji ( lubimy ciszę i spokój ) położoną 10 km na północ od gwarnej Połągi. Oczywiście nie miałem zamiaru rezygnować z biegania, a więc Bob był najważniejszym bagażem w samochodzie. Mimo, tego że nie jest on mały to po zdjęciu kół da się bez problemu upchnąć nawet do boksa dachowego, w którym zazwyczaj podróżują narty.

Wiedziałem wcześniej, że nadmorskie miejscowości na litewskim wybrzeżu są połączone asfaltową ścieżką rowerową, ale miałem wielką ochotę na sprawdzenie jak ten typowy „asfaltowiec” będzie spisywał się na plaży.

Pierwszy test to oczywiście spacer na plażę, po plaży, wzdłuż plaży itp., no więc w głębokim typowym bałtyckim piasku pchanie go to prawdziwy trening siłowy. Pamiętam jednak, że 10 lat wcześniej pokonywanie plaży z wózkiem Gracco ( przez dwa „c” ), mimo posiadanych szerokich opon też nie było łatwym zadaniem, tym niemniej wąskie koła Ironmana jeszcze szybciej zapadają się piasku. Jednak spacer wzdłuż linii brzegowej pozwolił mi spojrzeć na to z innej strony i urealnić wizję wspólnego biegania z Igą po plaży do tego jeszcze na bosaka – co samo w sobie stanowi kapitalny bodziec jeśli chodzi o stopy i staw skokowy.

Któregoś poranka jak zwykle pognałem z małą w stronę Połągi, ale po kilkudziesięciu kilometrach, kiedy już zasnęła skręciłem na plażę, zdjąłem buty i pobiegłem wzdłuż linii brzegowej. Mokry i twardy piasek okazał się naprawdę doskonałą nawierzchnią do biegania – jedyny dyskomfort stanowiło pochylenie terenu w stronę morza. W tym wypadku najlepiej sprawdzi się bieg do punktu i powrót tą samą drogą, co pozwoliło mi na zachowanie prostej sylwetki na resztę dnia 😉

Pierwszą dziesiątkę pobiegłem po 4:30, powrót plażą w tempie około 4:45-4:50 i o dziwo tętno utrzymywało się poniżej 150 uderzeń, za to czułem że stopy pracują jak zawieszenie auta na rajdzie Dakar.

 

Sventoji - Połąga brzegiem morza

Sventoji – Połąga brzegiem morza

Uczucie lekkości było jednak złudne, po wszystkim poczułem w nogach, że był to naprawdę wartościowy trening, a ogromny apetyt przez resztę dnia świadczył, iż stanowił również duży wydatek energetyczny.

Następne dni to oczywiście kolejne wyprawy brzegiem morza, ale również szybkie biegi ciągłe i BNP, w towarzystwie Poli na rowerze po asfaltowej drodze dla rowerów, gdzie nie musiałem zatrzymywać się na światłach, przejściach dla pieszych itp. w przeciwieństwie do biegania w moim rodzinnym mieście.

8

Czasami jeszcze dobijałem się jeszcze na wydmach, ale już bez Igi która wędrowała do mamy czekającej na nią z michą żarcia.

Podsumowując: warto, zdecydowanie warto używać na plaży wózek biegowy zgodnie z jego przeznaczeniem co będzie stanowiło też dodatkowy bodziec treningowy dla naszego ciała. W moim przypadku tydzień biegania nad morzem, na różnych nawierzchniach był znakomitym zakończeniem letnich treningów i uważam, że to on właśnie pomógł mi w rozmienieniu 3 godzin w maratonie, do tego 2 tygodnie po Biegu 7 Dolin, jak też powalczenie o pierwszą dziesiątkę w ŁUT.

Dla formalności dodam, że spacer z wózkiem wzdłuż morza to sama przyjemność, kiedy to zwykła spacerówka, której małe kółka będą co chwila zakopywać się nawet w mokrym piasku kompletnie się do tego nie nadaje. Nie mówiąc o tym, że 16 – calowe, pompowane koła inaczej reagują na wszelakie nierówności jakich jest pełno na brzegu morza. Warto też pamiętać o delikatnym spuszczeniu powietrza z kół, podobnie jak przy zmianie nawierzchni z terenowej na asfaltową.

Bob umożliwiał nam również zabranie ze sobą całego majdanu plażowego, a nie muszę chyba przypominać ile gadżetów potrzeba na piasku nie tylko przy niemowlaku. Nawiasem mówiąc dobrze, że mieszkaliśmy po drugiej stronie wydm i częsty powrót chociażby po pieluchy nie stanowił problemu.

Kolejne plus dużych gabarytów wózka biegowego to możliwość upchnięcia w nim nie tylko Igi, ale również potrzebnych i niepotrzebnych rzeczy kiedy udawaliśmy się zwiedzać Kłajpedę czy Lipawę.

Był to nasz kolejny pobyt na Litwie i jeśli chodzi o biegaczy, nie wspominających o tych najmłodszych w wózkach biegowych to zwyczajnie jest ich niewielu. Jak już ktoś biega to tak jak Gediminas Grinius na poziomie kosmicznym. Podczas tygodniowego pobytu widziałem może kilka biegających osób, jeśli zaś chodzi o wózek biegowy to fakt, że co chwila ktoś robił nam zdjęcie komórką, świadczy o tym, że w tym nadbałtyckim kraju to ewenement. Potwierdziła mi to również w rozmowie mieszkająca w USA Litwinka, która dosłownie tuż obok nas „zaparkowała” na plaży swojego Boba. 

 

Bob'y

Bob’y

Kapitale tereny biegowe oferuje nie tylko litewskie wybrzeże, ale można je znaleźć niedaleko polskiej granicy, chociażby w Druskiennikach. Natomiast o słabej popularności biegania tamże świadczy też to, że nie są już organizowane w tym mieście zawody biegowe, mimo że jeszcze kilka lat temu odbywał się tam maraton i półmaraton. Obecnie miasto to stanowi jedynie start lub metę Maratonu Przyjaźni – na zmianę z białoruskim Grodnem, nawiasem mówiąc bardzo polecam tę imprezę.

Cisza, spokój i pustki :-)

Cisza, spokój i pustki 🙂

Litewskie wybrzeże to cisza i spokój nawet w środku sezonu i nie ma potrzeby wygradzania sobie plaży nawet wychodząc na nią z centrum miejscowości, w której mieszkamy. Kwatery dostępny są przy samej plaży, od której dzieli nas dosłownie kilkanaście metrów, a co za tym idzie porannej lub po treningowej kąpieli można zażyć w morzu, a nie w łazience. Natomiast jeśli tylko pogoda pozwala to można zasypiać wsłuchując się w szum fal.

Jeśli chodzi o samą plażę to z uwagi na raczkującą Igę sprawdzałem ją dosłownie ziarnko po ziarnku i nie znalazłem kawałka szkła, niedopałków, a śmieci należało szukać z lupą w dłoni. Ciężko w to uwierzyć, ale większość osób nawet najdrobniejszy papier nosiła natychmiast do wszechobecnych koszy na śmieci…

Masa ludzi z piwem w ręku, ale przez tydzień nie widzieliśmy chociażby jednej pijanej osoby, jak również nie dało się słyszeć, aby ktokolwiek głośno artykułował  swoje poglądy politycznie bądź też sympatie lub antypatie sportowe.

Kolejną rzeczą, która rzuciła mi się w oczy to chodniki dla osób niepełnosprawnych prowadzące do samej wody, dzięki czemu dotarcie do morza nie stanowi problemu dla osób niepełnosprawnych. Dodatkowo zamontowano tam również uchwyty ułatwiające osobom mającym problemy z poruszaniem się wejście do wody. Nie przypominam sobie nic takiego na naszych plażach…

Jeśli chodzi o sam wózek to nie zaszkodziły mu piach, ani woda morska – na metalowych częściach nie pojawiła się nawet odrobina rdzy.

Kiedyś w sieci wpadły mi w oko płozy na śnieg i piasek, ale nie wydają mi się one rozwiązaniem warty uwagi, ot taka ciekawostka 🙂

 

Narty do wózka

Płozy

W każdym razie zdecydowanie stwierdzam, że wózek biegowy i plaża – typowa bałtycka plaża to zdecydowanie dobre połączenie !!!

Natomiast jeśli chodzi o większość znanym mi chorwackich plaż to w tym wypadku raczej nastawiałbym się jedynie na plażowanie 😉