Leki w pakiecie w startowym

Tekst ten odbiega od tematu bloga, ale jako farmaceuta z wieloletnim doświadczeniem muszę zabrać głos w kwestii stosowania leków w połączeniu z bieganiem. Obiecuję, że nie będę używał fachowych terminów i jak najprościej starał się zgłębić zagadnienie językiem przyjaznym i zrozumiałym.

Coraz częściej spotykam się w wielu poradnikach, blogach, a nawet o zgrozo miesięcznikach dotyczących biegania z „poradami fachowców”, o tym że leki ułatwią zmierzenie się dystansem maratońskim, czy też ultra i dlatego zawsze warto mieć je ze sobą w ramach koniecznego wyposażenia. Czasami wręcz zachęcają, aby w przypadku dolegliwości bólowych łyknąć tabletkę ( najlepiej od razu dwie i więcej ), dzięki czemu dolegliwości ustąpią ( cuda Panie !!! ) i będzie można wrócić na trasę biegową. Jeden z delikwentów zachęcał do zabrania na Rzeźnika Ketonalu – lek na receptę stosowany po zabiegach chirurgicznych, cesarskim cięciu itp.

Często znajomi również pytają mnie jaki lek mogą łyknąć, bowiem kontuzja od miesiąca nie daje im spokoju, a chcą jutro pobiec w zawodach.

Ja rozumiem, że reklama np. Apapu obiecuje, że po jego użyciu osiągnięcie mety, wspięcie się na szczyt, pokonanie oceanu, a nawet ratowanie zagubionych turystów za sterami śmigłowca itd. stanie się dziecinną igraszką, ale jest to jedynie reklama ( nawiasem mówiąc w krajach, gdzie rynek leków jest cywilizowany taki typ reklamy jest bezwzględnie zakazany ), a lek wciąż pozostaje trucizną, gdzie wszystko zależy od dawki – chociaż świadomość tego faktu ma coraz mniejsza grupa ludzi.

Na marginesie polecam profil o walce z nieetyczną reklamą leków i suplementów.

Nawet w sytuacji kiedy dolegliwości wystąpią w czasie biegu to pozytywne efekty działania leku będą minimalne w stosunku do negatywnych.

Szczerze rozbawia mnie również naiwność wielu osób, które święcie wierzą w to, że połknięcie tabletki przeciwbólowej ( zanim wystąpi ból ) spowoduje, że podwyższy im się próg odczuwania tegoż bólu bądź zabezpieczą się przed jego wystąpieniem – nie ma takiej możliwości i bardziej prawdopodobne jest istnienie św. Mikołaja oraz wiara w niego.

Leki przeciwbólowe należą do tej samej grupy chemicznej – najczęściej NLPZ, w większości przypadków różnią się jedynie nazwą handlową, a substancja czynna jest ta sama ( drobniejszy druk pod nazwą handlową ). Działanie przeciwbólowe jakichkolwiek leków nie wzrasta wraz z ilością połkniętych tabletek, w przeciwieństwie do działań niepożądanych i toksyczności. Zjawisko to nazywane jest polipragmazją i jest to już prawdziwa patologia w naszym kraju, gdzie najpopularniejsze są leki z dopiskiem Max, Forte, SuperHiperDobrzeWali do tego przyjmowane po kilka tabletek na raz. Dodatkowo nie dotyczy to tylko tabletek, ale również maści / żeli etc. stosowanych zewnętrznie na skórę, które zawierają tę samą substancję leczniczą. Te same substancje występują również w lekach na przeziębienie, ale skojarzenie tego faktu dla przeciętnego Kowalskiego nie jest łatwe – stąd „skonsultuj z lekarzem, albo farmaceutą”.

Zaraz podniosą się głosy oburzenia ( czasami je słychać ), że społeczeństwo jest mądre i wie jak inteligentnie i co stosować. Przepraszam, ale g… prawda, bowiem większość nie ma o tym pojęcia i w najlepszym wypadku wyrzuca swoje pieniądze w błoto, a co najgorsze szkodzi sobie i swoim najbliższym. Przykładem niech będzie „najmłodszy milioner” zarabiający na głupocie/naiwności/niewiedzy za pomocą nic nie wartych suplementów diety chociażby dla chorych na raka ( osobiście zakazałbym sprzedaży tego nie działającego śmiecia – suplementy NIE MOGĄ działać to jest ich założenie i robienia ludziom reklamami piany z mózgu ).

Podstawowym przeciwwskazaniem do stosowania leków p/bólowych oraz p/zapalnych bez względu na to czy są one na receptę lub bez jest niewydolność nerek. Do działań niepożądanych leków p/bólowych zaliczamy zaburzenie pracy nerek, a zdecydowanie nasilają te dolegliwości w połączeniu z zaburzeniem gospodarki wodnej organizmu i tutaj niespodzianka bo jest nim np. odwodnienie. Oczywiście nie będę przytaczał całej epistoły działań niepożądanych, ale na kolejnym miejscu stoi nasilenie dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego ( dzień dobry ) łącznie z perforacją ścian.

Odwodnienie jest bardzo częstą dolegliwością wśród biegaczy, zwłaszcza biegaczy ultra. Prowadzi do niego długotrwały wysiłek fizyczny połączony z utratą wody – niekoniecznie w wysokiej temperaturze oraz biegunka, która zdarza się bardzo często i nie tylko w Londynie ;-).

Jednym z objawów odwodnienia jest zaburzenie czynności nerek. Zaburzenie czynności nerek prowadzi do ich niewydolności w której ostrym stanie może dojść do uszkodzenia cewek i kłębuszków nerkowych. W życiu codziennym zapobieganie ostremu uszkodzeniu nerek polega na ograniczeniu spożywania substancji działających toksycznie na ten narząd między innymi dużych dawek leków przede wszystkim przeciwbólowych i przeciwzapalnych i stanów odwodnienia.

A teraz najważniejsza „ciekawostka” śmiertelność wśród osób z ostrą niewydolnością nerek jest bardzo duża i sięga 50%. Dla porównania w przypadku udaru mózgu ( występuje zdecydowanie częściej niż zawał, na który w zasadzie umiera już niewielka ilość chorych ) śmiertelność wynosi  „tylko” 20 %…

Symptomy tego, że coś złego dzieje się z nerkami to m.in. osłabienie, zawroty głowy, jadłowstręt, bóle kostne, obrzęki, zaburzenia świadomości itd. – prawie niespotykane w czasie biegów nie tylko ultra 😉

Oczywiście zdaję sobie sprawę, że stan ostry może wystąpić niezwykle rzadko ( częściej jednak niż w czasie spaceru w parku ), a wtedy jedynym ratunkiem jest natychmiastowa hospitalizacja, a w środku nocy kilka kilometrów od najbliższej utwardzonej drogi może być z nią delikatnie mówiąc problem.

Ktoś może powiedzieć, że dramatyzuję – nie ja ostrzegam, a tysiące ktosiów dramatyzuje w sytuacji kiedy w mediach pojawi się informacja, że na skutek działania jakiegoś leku połamał się paznokieć i stąd cała partia zostaje wycofana z rynku – tylko wtedy społeczeństwo przypomina sobie, że leki „mogą zabijać”.

Kolejnym zagrożeniem tak dla leku !!!, a co za tym idzie osoby chcącej go zastosować są warunki przechowywania. W większości wypadków są one dokładnie określone i zawierają się w temperaturze 5 – 20/ 25 stopni i o ile niska temperatura w mniejszym stopniu wpływa na strukturę chemiczną substancji czynnej to z wyższą już tak nie jest. Bałbym się łyknąć tabletkę, która najpierw nocy zmokła w bocznej kieszeni plecaka, a następnie w dzień wyschła na wiór w upale – a i tak się zdarza, a dzięki czemu jej działanie może spowodować naprawdę niespodziewane efekty…

Innym przykładem niech będzie skręcona kostka, stan zapalny etc. – tabletki przeciwbólowe dosyć szybką zmniejszą ( oczywiście do pewnego progu ) objawy kontuzji, ale tylko te odczuwalne w ośrodku bólu znajdującym się w naszym mózgu. Niestety w żaden sposób nie usuną przyczyny, nie przyspieszą leczenia i nie zmniejszą negatywnego wpływu urazu na inne zdrowe miejsca. Dzięki painkillerom możemy jedynie pogłębić uraz ( nie boli, więc obciążam nogę ) i rozstać się z naszym bieganiem na dłuższy okres czasu, a czasami nawet dożywotnio.

Jeśli komuś wydaje się, że zapomniałem o pompce, czyli sercu to jest w grubym błędzie.

Jak wiadomo trening to samo dobro dla naszego serca. Niestety z zawodami, gdzie sięga się granic wytrzymałości już tak nie jest i w takim wypadku mogą ujawnić się ukryte schodzenia albo sami możemy spowodować okoliczności, kiedy taki problem wystąpi.

Substancja ibuprofen występująca na rynku m. in. pod nazwami Ibuprom, Nurofen, Mig, Ibum, Nurofen, Ibufen, Dolgit, Ifenin i dziesiątkami odmian w każdej z tych nazw zwiększa ryzyko wystąpienia incydentów sercowych i to u osób, które nigdy nie miały problemów z tym organem. Szczególnie narażeni są sportowcy, którzy przyjmują ibuprofen z uwagi na bóle mięśniowe czy bóle stawów oraz mogą pochwalić się więcej niż dobrym stanem zdrowia !!!

Co roku niestety słyszy się o zgonie w trakcie zawodów biegowych, na początku jest masa przypuszczeń hipotez etc., potem to wszystko się rozmywa, bądź kończy lakoniczną informacją o przypuszczalnie ukrytej wadzie np. serca, która spowodowała śmierć. Jak mi wiadomo w żadnym z tych wypadków nie przeprowadzono badań toksykologicznych na obecność leków,  z tego powodu chociażby, że temat zgonów wywołanych niewłaściwym stosowaniem leków ich nadużywaniem bądź po prostu stosowaniem w Polsce praktycznie nie istnieje. Przeprowadza się kontrole na obecność substancji toksycznych, dopingujących, ale leków już nie, bo przecież są jak bułki…

Wielu biegaczy długodystansowych doświadcza szeregu dolegliwości ze strony przewodu pokarmowego, którego organy są słabo zaopatrzone w krew z tego powodu, iż jest ona w większości transportowana w tym czasie do szczególnie obciążonych mięśni. Środki przeciwbólowe blokują wydzielanie enzymu ( cyklooksygenazy ) aktywującego wytwarzanie hormonów chroniących błonę śluzową żołądka i jelit, co niesie za sobą pogłębienie negatywnych skutków niedokrwienia tych organów doprowadzając nawet do uszkodzenia ścian tychże narządów.

Cyklooksygenaza chroni również serce oraz odpowiada za kurczliwość mięśni – to tak jeszcze na marginesie.

Kolejnym „cudownym środkiem” dla biegaczy są leki stosowane przy biegunkach i najczęściej znów są polecane zapobiegawczo, aby ta nie wystąpiła.

Przepraszam, ale mam wrażenie, że przyjmowanie leków „na wszelki wypadek” ( mimo, że obecne wszędzie ) to w Polsce stanowi takie nasilenie, że spokojnie można określić je jako kolejną cechę narodową.

Zastosowanie leku loperamid ( najczęściej będzie to Stoperan ) skutecznie zapobiega odwodnieniu, bo przecież chroni przed utratą wody i soli mineralnych, ale ma jeszcze drugą stronę medalu. Otóż w jelitach zatrzymywane są także bakterie, toksyny bakteryjne czy też złuszczony nabłonek śluzówki jelit, co nie jest korzystne  i w wielu przypadkach może pogorszyć stan chorego. Lek ten zwiększa napięcie mięśni gładkich przez co hamuje normalny ruch jelit.

Podsumowując: wypróżnianie jest formą oczyszczania organizmu i w większości wypadków należy mu to umożliwić.

Poza tym po podaniu loperamidu mogą wystąpić wzdęcia, niedrożność jelit, nudności czy też zaparcia co samo w sobie uniemożliwi udział w zawodach. Poza tym lek daje objawy zahamowania czynności ośrodkowego układu nerwowego ( zwiększone napięcie mięśniowe, osłupienie, splątanie, dezorientacja, senności, zaburzenia koordynacji nerwowo-mięśniowej, zwężenie źrenic, bezdech, depresja oddechowa ) co w konsekwencji prowadzi do tego, że biegacz błędnie przeświadczony jest o tym, że doświadcza „maratońskiej ściany”, a są to jedynie działania niepożądane, które wystąpiły w połączeniu przyjęcia leku „na wszelki wypadek” z wysiłkiem fizycznym.

Temat ten mógłbym ciągnąć w nieskończoność i rozszerzyć go na to czym leki wymienione przeze mnie wyżej są popijane – co też ma ogromny wpływ na ich działanie ( najlepsza jest zawsze czysta woda ).

Osobiście jestem za selekcją naturalną – na miarę naszych czasów jest to chociażby bezmyślne podejście do kwestii stosowania leków, ale wykonując zawód farmaceuty już nie mogę się na to się zgodzić… Poza tym system jest tak skonstruowany, że wszyscy płacimy za przywrócenie do zdrowia osoby, która na własne życzenie chce się go pozbawić.

Także naprawdę warto włączyć myślenie, albo posłuchać rady osoby, która leki zna i leków unika !!!

Oto link do badań potwierdzających moje wywody, badania wykonano na grupie 3913 uczestników maratonu w Bonn w roku 2010.

W podsumowaniu możemy przeczytać, że leki stosowane profilaktycznie, wcale nie zapobiegają czemukolwiek, a tylko narażają biegaczy na szereg niepożądanych, a czasami bardzo niebezpiecznych skutków ubocznych.

Chociaż piłka nożna to zupełnie nie moja bajka, ale polecam lekturę o chorwackim piłkarzu Ivanie Klasnicu, u którego konieczny był przeczep nerki z powodu… nadużywania leków przeciwbólowych.

Wkrótce mam też zamiar odnieść się do ślepej wiary biegaczy w popularne suple…