Już ponad rok biegam z Igą w wózku vol. 3 – start i meta, czyli zawody biegowe oraz podsumowanie roku 2015.

Ostatni wpis poświęciłem kwestii treningu biegowego „przy użyciu” dziecka w wózku biegowym.

Nie odpowiedziałem jednak na pytanie czy ma to jakikolwiek sens.

O tym będzie poniżej.

Zima podporządkowana była przygotowaniom do maratonu w Londynie, także z bólem serca starałem się trzymać z daleka od jakichkolwiek zawodów biegowych.

Zimowe bieganie

Zimowe bieganie

Pierwszym startem w 2015 roku był Półmaraton Warszawski dosyć późno biorąc pod uwagę chociażby poprzedni rok, kiedy oo tej porze miałem już w nogach dwa maratony. Tego dnia miałem otrzymać odpowiedź na pytanie w jakiej znajduję się formie i czy jest sens atakować 3 godziny za miesiąc w Londynie.

Niestety odpowiedzi nie dostałem żadnej, bowiem dwa dni wcześniej dopadło mnie zapalenie zatok i tyle o ile udało mi się przybiec na metę kilka sekund szybciej od życiówki.

Połmaraton Warszawski

Półmaraton Warszawski

W końcu, po kolejnym miesiącu treningów, pod koniec kwietnia pojawiłem się w Londynie i w najważniejszym starcie sezonu „par excellense” zesrałem się

Trzech godzin nie udało mi się połamać, jednak czas jaki miałem na mecie tj. 3:07 okupiony niewielkim wysiłkiem fizycznym pokazał mi, że znajduję się w dobrej formie, do tego w formie zdecydowanie lepszej niż w roku ubiegłym, albowiem póki co to jednak treningowo rok 2015 przebiegał dla mnie idealnie.

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

Maraton w Londynie Virgin Money London Marathon 2015

W połowie maja nastąpił debiut Igi w zawodach biegowych i to od razu na dystansie półmaratonu, gdzie uzyskałem, pchając przed sobą dodatkowe ponad 20 kilogramów, czas 1:26:16 – niewiele gorszy od mojego rekordu życiowego na tym dystansie.

Białystok Półmaraton

Białystok Półmaraton

Potem pobiegliśmy jeszcze razem w sztafecie charytatywnej oraz ja samotnie w Biegu im. dr Marduły w Tatrach i aż do 1 sierpnia odpuściłem sobie jakiekolwiek starty cały czas robiąc kilometry z małą w wózku.

Bieg im. dr Marduły

Bieg im. dr Marduły

W międzyczasie, mimo ogromu obowiązków w pracy ( szychta czasami trwa i ponad 12 h ) udało mi regularnie biegać – małe dziecko potrzebuje spacerów, a właśnie dzięki powinnościom wobec rodziny i raz jeszcze pracy trafiało mi się sporo wolnego czasu – wolnego od biegania, który mogłem przeznaczyć na odpoczynek. Po raz pierwszy też korzystałem nawet z krótkich przerw w ciągu dnia, które mogłem przeznaczyć chociażby na regeneracyjne przebieżki. Treningi szły mi świetnie, ale prawdziwym sprawdzianem formy są przecież dopiero zawody.

Iga

Iga

I dopiero po 7 miesiącach, w czasie Maratonu Karkonoskiego zobaczyłem w jakiej naprawdę znajduję się w formie, kiedy to w połowie dystansu znajdowałem się na 16 pozycji i gdyby nie upadek na zbiegu ze Śnieżki to spokojnie mogłem walczyć o pierwszą dziesiątkę. Koniec końców udało mi się dobiec na 24 miejscu i mimo tego, że fizycznie czułem się fatalnie to ten start niezwykle pozytywnie wpłynął na moją głową.

Maraton Karkonoski

Maraton Karkonoski

Wydaje mi się wręcz, że gdyby nie to zdarzenia to końcówka roku wyglądałaby tak jak i początek – kiepsko.

Najpierw Bieg 7 Dolin i złamane na luzie 13 godzin – muszę jak najszybciej „ubrać go w relację”.

Rodzinny finisz w B7D

Rodzinny finisz w B7D

Dlaczego na luzie, no może lepiej zabrzmi bez niepotrzebnego spinania ?

Był to dzień pierwszych urodzin Igi i założenie było takie, aby wbiegła ze mną na metę, więc nie leciałem na maksa 100 km, bo zwyczajnie chciałem tę metę osiągnąć. Do tego musiałem zwalczyć w sobie strach przed zbieganiem – 2 kilometry w dół pokonywałem tego dnia w 20 minut…

Po tygodniu kolejne zawody, tym razem 10 km razem z Igą i udaje nam się przybiec na metę w Białymstoku w czasie identycznym jak do tej pory biegałem ten dystans sam czyli 38 minut i 14 sekund, niesamowite jest to, że do poprawienia życiówki zabrakło mi jedynie dwóch sekund !!!

Dziecko śpi

Dziecko śpi

Mija kolejny tydzień i nie dochodzi do debiutu Igi w maratonie, za to mi, dwa tygodnie po przebiegnięciu 100 kilometrów, udaje się w końcu połamać w czasie Maratonu Warszawskiego te cholerne 3 godziny.

Meta Maratonu Warszawskiego

Meta Maratonu Warszawskiego

Niespodzianka, zwłaszcza biorąc pod uwagę dwa mocne wrześniowe starty, ale za to niespodzianka która smakowała wyśmienicie, mimo że już następnego dnia poczułem, że godziny uklepywania asfaltu bolą o wiele bardziej niż ponad 12 godzin w górach…

W tym momencie wiedziałem już, że ostatni tegoroczny start  Łemkowyna Ultra Trail na dystansie 70 kilometrów będzie wisienką na torcie 2015 roku.

Tak też się stało, a 9 miejsce w klasyfikacji generalnej tego biegu wywalczone tak całorocznymi treningami oraz walką na trasie dało mi niesamowitą satysfakcję i sprawiło, że rok 2015 skończył się zdecydowanie lepiej niż się zaczął.

ŁUT70 2015

ŁUT70 2015

Z rozpędu w czasie roztrenowania uczciliśmy z Igą Święto Niepodległości po raz kolejny schodząc razem poniżej 40 minut na 10 kilometrów.

Bieg Niepodległości

Bieg Niepodległości

No i najważniejsze. Trening z wózkiem w moim przypadku naprawdę zadziałał i był ogromnym impulsem jeśli chodzi o moją amatorską formę biegową.

Po pierwsze wyrównałem swoje wyniki pchając wózek z tymi, kiedy biegłem bez obciążenia. Wiele razy czytałem, że poprawianie wyników w okolicach 3 godzin w maratonie to są schodki co minutę/dwie, mi udało się to mimo zmęczenia materiału o 7 minut i czasami rozmarzam się co by było, gdyby nie te 100 km dwa tygodnie wcześniej.

Debiut w maratonie w 2012 roku to 4 godziny 12 minut, potem przez dwa lata do września 2014 zatrzymałem się na 3:15. We wrześniu tego roku skoczyłem o 9 minut na 3:06 i  kiedy w moje ręce wpadła Iga w wózku uciąłem tym razem 7 minut na 2:59.

Rok 2015 był doskonały jeśli chodzi o sprawy rodzinne, jednym z lepszych zawodowo i najlepszy jak dotąd biegowo.

Najważniejsze to jednak czas spędzony z dzieckiem…

Na plaży

Na plaży

Tego biegowego nazbierało nam się z Igą razem i osobno równo 3417 kilometrów, także mam chyba najbardziej wybiegane najpierw niemowlę, a teraz dziecko w Polsce 😛

W 2016 statystycznie powinno być 5 minut krócej w maratonie, ale jeśli tylko utrzymam obecną formę, a Iga zadebiutuje w końcu w maratonie też będę szczęśliwy 🙂