III Białystok Półmaraton – pierwsze zawody z wózkiem czyli debiut Igi.

Pierwszy start z wózkiem mieliśmy zaplanowany już od wielu miesięcy i na szczęście nic nie stanęło na naszej drodze – czyli żadna franca się do Igi nie przyczepiła. No to po kolei…

Plan minimum to było złamanie 1 h 30 minut i na to w ciszy liczyłem. Zawody z wózkiem to nie tylko ryzyko różnych niechcianych zdarzeń około biegowych, ale i możliwość złapania gumy, awarii wózka, paczka w śpioszkach, czy też niechęć malucha do kontynuowanie biegu.

Ostatni tydzień to już lekkie bieganie, poprzedzone jedynie dziesięcioma czterystumetrówkami po 3:20 na stadionie i jeden blisko dwugodzinny spacer z wózkiem. W piątek zaś zaszyłem się w pracy na 12 h godzin ( prawie jak zwykle ), aby już nic nie zepsuć, bowiem wypoczęte nogi powodują, że coś dziwnie się czuję ;-).

Sobota to tylko rozbieganie w tempie jak na nas spacerowym, domowa pizza w ramach pasta party, potem duże lody, kawa z winem i w miarę wcześnie położyłem się spać ( jak na mnie ). W niedzielę pobudka o 7 rano i już koło 9 zameldowaliśmy się z Polą na starcie 800 metrów. Pola jak zwykle na luzie, czyli 400 metrów na maxa, a druga połowa na resztce paliwa.

Pola biegnie 800 metrów

Pola biegnie 800 metrów

W każdym razie meta na dobrym miejscu, a tam banan na twarzy, czyli tak jak być powinno.

Pola z medalem

Pola z medalem

Do tego jak ja zazdroszczę jej sylwetki w biegu, ehhh…

Pola biegnie 800 metrów

Pola biegnie 800 metrów

Pola ogarnięta to teraz rura do bramy pałacowej po Igę, a tu deszcz – w myślach już widziałem żonę z parabellum wycelowanym w moją głowę, ale nie było tak źle. To znaczy Asia pewnie nie dała poznać po sobie co o tym myśli, a Iga opatulona szczelnie i zabezpieczona pokrowcem p/deszczowym z zaciekawieniem łypała oczami na ludzi chroniących się wokół niej przed deszczem – lało. Szybka rozgrzewka, a kiedy już zrzuciłem z siebie ciuchy przestało padać – Fundacja Białystok Biega umie to załatwić 😉

Córcia w tym czasie już prawie odlatywała, bowiem półmaraton miał być jej pierwszą drzemką tego dnia.

W końcu start honorowy, start ostry i jazda… !!!

Start honorowy

Start honorowy

Z uwagi, że był to mój debiut w zawodach z wózkiem biegowym, po pierwszym kilometrze w tempie 3:45 profilaktycznie zwolniłem i starałem się biec między 3:55 – 4:00, jednak to ponad 20 kg więcej i po pierwszej dziesiątce mogłem już zaliczyć klasyczną ścianę.

Początek

Początek

Kilka miesięcy temu trening w tempie 4:20 zakończył się dla mnie na 17 km kompletnym odcięciem, a że było to 7 km od domu, to wróciłem do niego siny jak trup ( dobrze, że Iga mi się nie obudziła ), także trzeba uważać.

Półmaraton fot. Ania (2)

Półmaraton fot. Ania

Mała szybka zasnęła o czym co chwila ktoś mnie informował ( tłumów jak zwykle nie było, zwłaszcza biorąc pod uwagę pogodę ).

Bieg fot. Ania

Bieg fot. Ania

Doping, który dostałem dzięki Idze i wózkowi był naprawdę motywujący, gdzieniegdzie wzbudzaliśmy naprawdę wielkie owacje. Tutaj muszę też podziękować wielu znajomym, dzięki ich dopingowi podbiegi znacząco się wypłaszczały 🙂

Półmaraton fot. Ania

Półmaraton fot. Ania

W każdym razie złapałem swój rytm oraz miejsce jakieś 200-300 metrów za grupą na 1:25 i pchałem ten słodki ciężar. Biegło mi się naprawdę dobrze, aczkolwiek z uwagi na to, że było ślisko, do tego sporo zakrętów, trzy nawrotki, a ostatni kilometry tak silny wiatr, że przewracał metalowe barierki to niezwykle mocno pracowały mi ręce – wciąż czuję, że są zmęczone.

 7 kilometr fot. Grzegorz Chuczun

7 kilometr fot. Grzegorz Chuczun

Ciężko w tym tempie było mi korzystać z wody na punktach, dlatego też w wózku miałem swoją – jedyna próba z kubka zakończyła się izo na twarzy, a nie w ustach. Dziesiąty kilometr po 40 minutach i 13 sekundach mógł nawet zapowiadać złamanie 25 minut, jednak podbieg Świętojańską, park Zwierzyniecki oraz delikatny, lecz długi podbieg ulicą Kopernika z wiatrem w twarz zwolniły mnie i od tego momentu biegliśmy kilka sekund powyżej 4 minut na kilometr.

Drifting na finiszu - w takiej pozycji wózek bywał dosyć często

Drifting na finiszu – w takiej pozycji wózek bywał dosyć często

Iga wciąż spała…

W międzyczasie udało się wciągnąć żel, raczej z chęci spróbowania czy nie pojawi się u mnie ponownie „syndrom londyński”, czyli wszystko opuszcza mój organizm natychmiast po spożyciu. Test zakończył się pomyślnie.

Po 17 kilometrze zacząłem też już myśleć o finiszu, jednak z uwagi na Igę pragnąłem jedynie zachować dotychczasowe tempo i nie liczyłem na ostry finisz jak w roku ubiegłym – kostka brukowa nie stanowi idealnego podłoża dla wózka, a ja nawet bez niego nienawidzę po niej biec ( rani mnie w stopy… ).

Końcówka przy Operze fot. Krzysztof

Końcówka przy Operze fot. Krzysztof

Z drugiej strony nie mieliśmy szans dogonić kogokolwiek przed nami – pierwsza pięćdziesiątka była bardzo rozciągnięta, po 10 km byliśmy na 45 pozycji, do końca wyprzedziły nas jedynie 3 osoby, a ja za bardzo nie byłem w stanie się bronić. Gwoli usprawiedliwienia tego, że na ostatnim kilometrze wyprzedził mnie Aleh z Białorusi. Po prostu należało mu się to za jesienne Białystok Biega, bowiem wtedy ja wyprzedziłem go dosłownie kilkadziesiąt metrów przed metą…

Finisz fot. Grzegorz Chuczun (2)

Finisz fot. Grzegorz Chuczun

Po wyplątaniu się z taśm i uniknięciu latających barier poczucie radości poniosło mnie do mety dosłownie jak na skrzydłach, nie wiem czy na koniec to ja fetowałem kibiców, czy oni nas, ale te uczucie, które zna każdy wbiegający na metę, dzięki Idze było zwielokrotnione po stokroć.

Doping kibicom

Daję doping kibicom

Do tego w końcu nic nie przeszkodziło mi pobiec na maksimum możliwości oraz zrealizować zamierzony cel,a nawet przez chwilę nie pomyślałem, że mogłem pobiec szybciej ( bo nie byłem w stanie ), bez wózka byłoby pewnie kilka minut szybciej, ale zdecydowanie nie czułbym się lepiej 🙂

Na mecie fot. Grzegorz Chuczun

Na mecie fot. Grzegorz Chuczun

Czas 1:26:15 dał nam 48 miejsce w klasyfikacji generalnej, 8 w kategorii wiekowej 40+ ( aczkolwiek zastanawiam się, czy właściwsza z uwagi na średnią nie byłaby 20+ ) na 1300 osób, które ukończyły półmaraton.

Meta źródło datasport.pl

Meta źródło datasport.pl

Meta to oczywiście najlepsze miejsce na pobudkę i banan na ustach kolejnej córki.

Iga z medalem fot Krzysztof

Iga z medalem fot Krzysztof

Na mecie poczułem ile fizycznie mnie ten bieg kosztował – uczucie permanentnego głodu opuściło mnie dopiero po 24 h. Jeszcze tego samego dnia znajomi śmiali się ze mnie w knajpie, że non stop jem, a ja byłem tak głodny, że po dużym obiedzie zakończonym dwoma deserami wrzuciłem jeszcze na ruszt lody i kawał tortu… W tym miejscu muszę dodać, że na uczestników na mecie czekała babka ziemniaczana i kwas chlebowy oraz owoce.

Świetnym pomysłem było powiększenie strefy mety w takim stopniu, że można było jeszcze poczekać na dobiegających znajomych i po prostu pogadać. Jedynie Pola była niepocieszona, chciała bardzo do nas dołączyć, ale co jest dla mnie zrozumiałe, nie wpuściła jej ochrona – zawsze mogła pobiec te 21 km  i nie byłoby problemu 😉

Strefa mety fot. Ania

Strefa mety fot. Ania

Na mecie zamieniłem również kilka słów z pozdrawianym na agrafkach wózkarzem z Olsztyna ( na pokładzie miał roczną córkę ), myślałem że było nas tylko dwóch, jednak na zdjęciach zobaczyłem, że reszty po prostu nie dane mi było dostrzec.

Wózkarze

Wózkarze

Podsumowując.

Iga spała słodko przez całe 21 km, opatulona i odgrodzona od reszty pokrowcem p/deszczowym. Oczywiście pełni szczęścia być nie może, bowiem następnego dnia wieczorem dostała blisko 39 stopni gorączki – chyba znów ząbki, ew. w końcu trzydniówka, bo w trakcie biegu nie było szans, aby ją przewiało. Majowa pogoda w tym roku też jest dosyć nietypowa, dodatkowo w piątek 22.05 wybieram się na ultra maraton na Węgry i może w ten sposób chce mnie zatrzymać w domu – drugi raz w ciągu kilku tygodni nie zostawię żony z dwójką dzieci w tym jednym chorym i najwyżej nie polecę. Zawody zaś dołączą do listy – zapisane, opłacone i nie pobiegane z powodu zdarzeń losowych, jest na niej już kilka pozycji. Oby nie !!!

Wózek. Spisał się rewelacyjnie. Jestem zmęczony, ale nie jestem „połamany’, czy też „powykręcany”. Mimo, nieaerodynamicznego pokrowca oraz wiatru dało się biec szybko i czuję, że ma on w sobie jeszcze spore rezerwy. Szybkie tempo przez 21 km w połączeniu z niczym niezmąconym snem małej, naprawdę wystawiają mu dobrą ocenę. Jestem z niego zadowolony. Bardzo zadowolony.

Czas minutę gorszy od ubiegłorocznej życiówki bez dodatkowych ponad 20 kilogramów, też dobrze świadczy o jednostce będącej siłą napędową.

Trzeci start w tym roku w końcu mi wyszedł !!!!!

Wszystkim nieznajomym i znajomym gratulujemy z Igą świetnych wyników w połówce i dziękujemy za wiele miłych słów na trasie 🙂

Za zdjęcia ukłony należą się:

Ani – małżonce mojego kolegi biegowego Kamila,

Grzegorzowi Chuczunowi, którego telefon zamieszczam, gdyby ktoś potrzebował fotografa: 698 655 905

Krzysztofowi, j.w.: 509 774 048

Kamilowi Siemionowi

Reszta to dokonania mojej żony oraz Poli.