Hoka One One Clifton 2 – „dziwne” buty na mych nogach

Postanowiłem wrzucić trochę swoich opinii nt sprzętu, w którym biegam. Nie robiłem tego do tej pory z prostego powodu, iż więcej biegam niż piszę. Jednak z uwagi na to, że sam kupuję to czego używam, więc może to być cenna wskazówka dla wielu osób, które mają dylemat w co warto się zaopatrzyć.

Tym razem postanowiłem jednak skorzystać z oferty sklepu Pędziwiatr i sprawdzić jak na moich nogach sprawuje się drugie wcielenie asfaltowego modelu firmy Hoka One One czyli Clifton 2.

Wygląd.

Do tej pory oglądałem buty tej marki jedynie na zdjęciach i z uwagi na to, że wygląd obuwia, zwłaszcza na nogach stanowi dla mnie ważne kryterium ( a co, nie mogę być estetą ??? ) spodziewałem się najgorszego. 

Tutaj pierwsze zaskoczenie bowiem o ile już w pudełku nie rażą w oczy, to na nogach prezentują się całkiem zgrabnie.

Zdecydowanie spodziewałem się bardziej efektu Kaczora Donalda.

Kaczor Donald Pierwsze wrażenie.

Model był już obiegany, a więc zabrakło zapachu nowości, mimo to oprócz zabrudzeń brakowało jakichś większych śladów zużycia. Przede wszystkim najbardziej zaskoczyła mnie masa buta – około 240 gram przy rozmiarze 28 cm to naprawdę niewiele jak na model z tak dużą amortyzacją. Po założeniu na nogi od razu poczułem, że stoję na miękkim koturnie, w którym mam szansę się zapaść i wrażenie te nie było niestety mylne.

Kolejne zaskoczenie ( spodziewałem się, że stopa będzie mi latać w bucie jak piłka w wiadrze ) było takie, że cholewka idealnie opinała moją stopę. Nie musiałem wiązać sznurowadeł jakoś specjalnie mocno, a efekt ten odczuwałem non-stop. Osobiście preferuję buty „szyte” na wąskim kopycie i nie znoszę kiedy brakuje mi właśnie tego ścisłego opinania stóp..

Niestety niska masa buta nie bierze się z niczego, mimo że ważę poniżej 70 kg to od razu poczułem jakbym zapadał się w podeszwę dosłownie i w przenośni.

W biegu.

Zdaję sobie sprawę, że nie są to buty do szybkiego biegania, jednak w każdej parze biegam tak wolne i długie wybiegania jak też krótkie i szybkie treningi. Tym razem pierwszym testem było 10 km poniżej 40 minut, oczywiście z Igą w wózku.

Z pewnością nie odczułem oddawania energii przez podeszwę – jak to przeczytałem gdzieś na temat produktów Hoka, musiałem też włożyć w odbicie zdecydowanie większą siłę niż w butach, w których biegam na co dzień. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie za to ich praca w zakrętach, gdzie nie miałem wrażenia „wypadania z torów” czy też efektu niestabilności.

Niestety im dalej w las, a raczej asfalt tym gorzej. Moje stopy wyraźnie czuły budowę podeszwy, spokojnie mógłbym wręcz narysować jej przekrój na tej podstawie. Wspominałem wyżej o efekcie zapadania się w podeszwę co pogłębiała jeszcze zaokrąglona do środka wkładka. Już po kilku km pojawił się ból po wewnętrznej stronie stóp. Szeroka podeszwa wyraźnie dąży do okalania sobą stopy i w moim przypadku powoduje to duży dyskomfort. Po treningu ukazały się moim oczom odciski właśnie w miejscach, które czułem w trakcie biegu. Dodatkowo to wszystko spowodowało, że już mniej więcej w 3/4 dystansu śródstopia zaczęły mi drętwieć i to aż do tego stopnia, że w prawej stopie praktycznie przestałem czuć palce.

1

Do tej pory odciski przydarzyły mi się ponad 6 lat temu, kiedy to zaczynałem biegać i w butach do tenisa zbliżyłem się do magicznej granicy przebiegniętych 10 km. Nigdy, ale to nigdy nie zdarzyło mi się to w nowych czy też starych butach i do tego na tak krótkim dystansie. Maratony i ultra to oczywiście inna bajka.

Po treningu zdecydowanie poczułem jednak ( przynajmniej tak mi się wydaje ) największą zaletę butów Hoka. Jakby nie było szybkie uklepywanie asfaltu pozostawia ślad w naszych mięśniach, w tym wypadku miałem wrażenie, że zwyczajnie pobiegaliśmy sobie z Igą w tempie 5:00, a ja absolutnie nie czułem w nogach tego szybkiego biegania. Z jednej strony jest to plus, z drugiej jednak trening polega na zniszczeniu, a tkanki w procesie regeneracji odnawiają się i dzięki temu stają się silniejsze, więc nie jest to tak do końca właściwe działanie. Jednak dla wielu, zwłaszcza początkujących osób, dla których bieganie może sprawiać ból będzie to ogromna zaleta.

Oczywiście szybkie i krótkie biegi nie są tym do czego obuwie Hoka zostało stworzone. Nie są też obuwiem treningowym. Ich środowiskiem są biegi ultra i śmiem twierdzić, że dopiero na długim dystansie mają największe szanse na pokazanie swoich zalet m.in. to co pisałem wyżej czyli to jak oszczędzają nasze mięśnie i stawy. Zresztą nie jest to przypadek, bardzo gęsto można spotkać je na trasach ultra maratonów – oczywiście poza naszym krajem. Gdzieś wpadło mi w oczy, ze są biegi w USA, gdzie ponad 50% finiszerów wbiega na metę w butach tej europejskiej marki.

Stabilność.

Wiele osób, w tym i ja na wyobrażało sobie, że na takich koturnach kostki szaleją na boki. Nic z tych rzeczy. Podeszwa w butach Hoka jest na tyle szeroka, że zapewnia ( jak pisałem wyżej ) doskonałą stabilność. No i w rzeczywistości  jest ona zdecydowanie niżej niż wskazuje na to grubość podeszwy, co absolutnie nie zaburza stabilizacji – jednak prawdopodobnie taka konstrukcja powoduje moje problemy ze stopami.

Wracam po raz kolejny do wcześniejszego akapit, w zakręty 90/180 stopni, do tego pchając przed sobą wózek i w tempie szybszym niż 4:00, wchodziłem w nich jak w najlepszych startówkach, a to w jaki sposób trzymają stopę spowodowało, że nie odczuwałem jakiegokolwiek bólu związanego z skręceniem 3 tygodnie temu mojej lewej stopy. Zapiętki też doskonale spełniały swoją rolą i nie było tak jak czasami bywa, że świetne trzymanie pięty okupione jest późniejszym bólem ścięgien achillesa.

Drop.

Całe 5 mm, dokładnie pięć milimetrów do tego łódkowaty kształt podeszwy powodują, że w tych butach będących zaprzeczeniem minimalizmu bieganie ze śródstopia jest naturalne jak sen niemowlęcia, a próba walenia z pięty wymaga włożenia w to naprawdę dużego wysiłki. Ten but naprawdę wiele wybacza jeśli chodzi o technikę i sam wręcz wymusza lądowanie na śródstopiu dlatego może być polecamy dla osób, które zwyczajnie nie mają czasu i chęci do pracy nad techniką. Ja mniej więcej do 20 km kontroluję się, aby biegać ze śródstopia ( po takim dystansie, zwłaszcza z wózkiem wydaje mi się, że walę z pięty jak diabli – zresztą wózek zaburza kompletnie prawidłową sylwetkę ) i powyższa zaleta butów Hoka może być kolejną przyczyną, przez którą tak nie pasowały moim stopom.

Po wygojeniu stóp dałem Hokom ostatnią szansę  – pobiegłem wolne 10 km, a wynik na zdjęciu…

Miałem wielką ochotę wypróbowania ich na 63 km ultramaratonu w Wieliszewie, jednak wizja wyglądu moich stóp po tym dystansie skutecznie wyleczyła mnie z tego pomysłu. Tę w części terenową trasę pobiegłem w asfaltowych NB Vazee Rush i jak się spodziewałem na moich stopach nie pojawił się, ani jeden dodatkowy odcisk, nie pogorszył się też stano tego „hokowego” mimo upału ponad 30 stopni i czwartej pozycji na mecie.

Podsumowując.

Uważam, że są to naprawdę świetne buty. Niestety absolutnie nie dla mnie, czego bardzo żałuję bowiem miałbym wielką ochotę pobiegać w nich więcej niż kilka biegów ponad 10 km. Obiegałem już dziesiątki par butów, w niektóre miałem po raz pierwszy na nogach w trakcie zawodów ( NB Leadville ) i nigdy nie zdarzyły mi się takie problemy ze stopami jak w modelu Hoka One One Clifton 2. Jednak jak wiemy, nie ma takich osób dla których pasuje każda marka i każdy rodzaj obuwia. W końcu i ja trafiłem na takie, mimo że dostrzegam w nich naprawdę ogrom zalet. Najważniejszą w moim pojęciu jest to jak delikatnie traktują nasze nogi, stawy i mięśnie.

Po cichu liczę na to, że może w modelach terenowych dane mi będzie pobiec dalej, mimo że cholewka jest jeszcze mocniej obudowana podeszwą.