4 PKO Białystok Półmaraton z nową życiówką Igi w wózku ;-)

Kolejny nasz bieg po Orlen Warsaw Marathon, którego celem była zbiórka środków na operację serca 14 – letniego Jakuba:

https://www.siepomaga.pl/r/sercejakuba

Do tego był już drugi półmaraton w życiu Igi, a więc przy okazji warto było powalczyć o poprawę jej życiówki 😉

Dzień w którym mieliśmy pobiec w 4 PKO Białystok Półmaraton zaczął się chmurami, burzowym humorem Igi i wiatrem wyraźnie widocznym w zachowaniu koron parkowych drzew.

Dobrze, że chociaż temperatura była wyższa niż w Warszawie trzy tygodnie wcześniej.

Z domu ewakuowałem się prawie godzinę przed startem bo z młodą wytrzymać się już nie dało – na zewnątrz od razu w ryk i machanie rączkami, abym natychmiast zamknął budę.

Optymistycznie to wszystko nie nastrajało…

Po pierwsze obawiałem się czy mi Iga nie zrobi tym razem jazdy w wózku – przed startem nawet króciutkie uchylenie daszka do zdjęcia wzbudzało jej złość, mała wyraźnie nie była w humorze i najlepiej czuła się sama, odgrodzona w swoim wózku od świata z którym tego dnia nie miała zwyczajnie ochoty wchodzić w interakcję.

BSB

BSB

Moje ciało wciąż pamiętało jak skatowałem się na wietrze trzy tygodnie wcześniej i tym razem mimo identycznych warunków nie miałem zamiaru zasuwać na maksa i ponownie doprowadzić się do stanu wyczerpania.

Na szczęście chmury całkowicie się rozstąpiły i wyjrzało słońce, także przynajmniej ominął nas tego dnia deszcz, w przeciwieństwie do soboty kiedy to biegi dziecięce ( z udziałem starszej Poli ) zostały obficie podlane z nieba.

Pola na trasie

Pola na trasie

Trasę oczywiście znałem bardzo dobrze – większa jej część, zwłaszcza do 14 km to teoretycznie moje ścieżki biegowe, a więc mogłem się nastawić psychicznie na wiatr, dużą ilość zakrętów, trochę kostki i podbiegi, a wszystko to dla biegnącego z wózkiem robi różnicę i musiałem zaplanować trochę inną taktykę niż na Orlen.

Trasa półmaratonu przedstawia się jak poniżej, także nie tylko moje nogi, ale i ręce miały co robić w czasie biegu.

Trasa 4 PKO Białystok Półmaraton

Trasa 4 PKO Białystok Półmaraton

W skrócie taktyka to: dostosowanie tempa do warunków i poszukiwanie pleców za którymi mógłbym się w miarę możliwości schronić, co przy tempie w którym miałem biec nie jest proste – brak tłoku na trasie…

Iga o dziwo umilkła, także przynajmniej w spokoju mogłem się rozgrzać i kilka minut przed 10 oczekiwaliśmy już tylko na start.

Zacząłem od razu dosyć szybko, aby wyrwać się z tłoku i nie kombinować z wymijaniem ludzi na trasie. Pierwsze 4 km w okolicach 3:50, trasa to długa agrafka i z naprzeciwka widzę tłum biegaczy, z którego co chwila dobiegają mnie słowa zachęty do napierania.

Start

Start

Następnie zwalniam o około 10 -15 sekund na kilometr – zaczęły się pierwsze podbiegi, kostka i kilka zakrętów pod kątem prostym. W międzyczasie okazało się, że Iga oczywiście zasnęła.

Potwierdza to moją tezę, że w jej przypadku wózek biegowy stanowi tak samo ważny element życia jak: jedzenie, spanie, pielucha i mama 😉

W końcu długi i prosty podbieg kończy się, kolejny nawrót i długa w dół – znów agrafka i masa znajomych twarzy z przeciwka. W okolicach 10 – tego kilometra najtrudniejszy podbieg na całej trasie, czyli ulica Świętojańska – są to okolice, gdzie mieszkam i cały ten podbieg wraz z długą prostą wzdłuż parku, aż do kampusu uniwersyteckiego stanowi moją codzienną ścieżkę biegowy.

Taka ciekawostka – mieszkam w ścisłym centrum Białegostoku, ale praktycznie za drzwiami jestem już w parku i mogę spokojnie wybiec poza miasto terenami zielonymi bez używania asfaltu – takich miejsc jest naprawdę niewiele nawet w skali europejskiej.

Rezerwat Zwierzyniec w którym położony jest wspomniany kampus jest idealnym miejscem treningowym jeśli chodzi o cross, do tego po drodze mija się NIE zatłoczony stadion lekkoatletyczny – więc niech się „polskie Iten” schowa 😉

Kolejne 3 km to znów trochę wolniej, decyduję się też nie zajadać żadnych żeli, wprawdzie pchanie wózka zabiera więcej sił niż samotny bieg, ale przyjmowanie go w okolicach 13 -14 km to zdecydowanie za późno, a wcale nie odczuwałem takiej potrzeby – w zupełności wystarczył mi łyk izo i ze 2/3 wody.

Kampus uniwersytecki

Kampus uniwersytecki

Tutaj mała dygresja – większość treningów, nie ważne czy długich czy szybkich, z wózkiem lub bez robię bez jedzenia i incydentalnie zabieram ze sobą coś do picia ( chyba, że temperatura rośnie ) właśnie, aby nauczyć organizm „magazynowania” energii i nawet intensywny wysiłek w okolicach 1:20 minut ( co pokazały połówki w Warszawie oraz Białymstoku ) spokojnie realizowany jest zasobami organizmu.

Jak do tej pory z porywami wiatru radziłem sobie bez problemu – „trening” w trakcie Orlenu i to, że nie biegłem na maksimum możliwości, zrobiły swoje.

Jednak od 14 km zaczynał się długi podbieg szeroką arterią, gdzie wózek miał szansę zamienić się w skuteczny hamulec. Pierwszy km pokonałem samotnie, oczywiście zwalniając o kilka sekund na km.

Na szczęście nie byłem tak ambitny jak 3 tygodnie wcześniej i pozwoliłem dogonić się grupie lecącej na czas poniżej 1:25 i mimo, że miałem jeszcze spory zapas, aby przycisnąć to z premedytacją dałem się im  wyprzedzić i przykleiłem do ich pleców – matko i córko problem z wiatrem zniknął, leciało mi się leciutko jakbym truchtał, a nie zasuwał z wózkiem po 3:55.

Dobra z tą lekkością trochę przesadziłem, ale było mi zdecydowanie lżej niż do tego momentu.

Do tunelu z górki, potem zakręt w prawo i długa prosta w stronę wiaduktu nad torami.Tutaj już rozdzielamy się z grupą -dwie osoby biegną przede mną reszta z tyłu.

Ostatni podbieg, przed którym dopingował wszystkich tłum „różowych świnek” z Białostockiej Sekty Biegaczy.

Świnie1 Świnie2

W tym momencie słyszę też znajome: „tiatia”, krzyczę jestem Iga i specjalnie zaczynam głośniej oddychać – tak, aby zasłonięta daszkiem Iga wiedziała, że jestem przy niej.

Do mety ostatni kilometr, który pokonuję w tempie 3:48, mimo że mógłbym i powinienem przyspieszyć to jednak kostka nie jest tym po czym lubię biegać. Meta na horyzoncie, więc odkrywam małą – niech też cieszy się dopingiem osób ustawionych po obu stronach ulicy.

Blisko, blisko… i jest !!!!

Meta

Meta – na zdjęciu dopiero widać, że miała hełmofon na oczach, a mimo to nie narzekała !!

1 godzina 23 minuty i 41 sekund – nowe PB dla Igi

Dla mnie to 3 minuty progresu co bardzo cieszy, zwłaszcza w sytuacji kiedy zawartość wózka przez rok sporo przybrała na wadze 😉

Za chwilę dostaję SMS-a:

Iga 33, ja 34 na blisko 1700 osób, do tego drugie miejsce w kategorii M40 – trzeba było przyspieszyć jakieś 13 sekund i stanąłbym na najwyższym stopniu – kto to wiedział…

p.s. tak się zastanawiam, czy byłbym w stanie kiedyś pobiec połówkę z wózkiem poniżej 1:20…

Podium

Podium

Najważniejsze, że udało nam się nazbierać dla Kuby już blisko 2000 pln.

siepomaga.pl/r/serceJakuba

siepomaga.pl/r/serceJakuba

Przy okazji półmaratonu Fundacja Banku PKO przekazała na Jego rzecz 20 000 !!!

Biegnę dla Kuby

Biegnę dla Kuby

Co do białostockiej połówki będzie krótko:

Jest to jeden z najlepiej zorganizowanych biegów nie tylko w Polsce, a biegałem tu i tam i absolutnie nie jestem lokalnym patriotą, wręcz przeciwnie 😉

Najważniejsze jednak na koniec, po opuszczeniu wózka moja córka darła się na świat już do samego wieczora… dzieci też mają prawo do focha, jednak dobrze, że nie wtedy kiedy biegają !!!!

Zdjęcia pochodzą od:

Korsan Studio

Krzysztof Karpiński

Krzysztof Qbass

Trzecie Oko

Fundacja Białystok Biega

Dzień Dobry Białystok

gazeta.pl

fotRZ